unoszenie

Autor wiersza: 
emcek

mgła ustami pełza
dach ściąga jak tajfun w podróży
przy kolacji para świec
rzuca cień na przyszłość

ufam chwilom gdy stoją w bezruchu
o twarzach wystygłych ciągłą przemianą
znowu jestem młodszy o zimę
co ulepiła ze śniegu oczy

wiatr usłyszał ale zapomniał
w przeciągu prostują kości drzewa
listy czy liście w bursztynie milczą
słowa porzucone na progu

po drodze

Autor wiersza: 
emcek

kłębek kurzu utknąłem w przeciągu
wiatr który bez przekonania
ogląda cienie pod oczami
wybuchy szczęścia ledwie otarte o chwile
przebiegają ulice w niedozwolonym miejscu

w niszczarce tyle czasu
mój nadal ubiera się u Prady
położyłem uszy po sobie
z wiekiem chodzę coraz szybciej
bez namysłu decyduję o losie

nie mogę zapomnieć
prośba wymalowana na podróbkach
obrazów Mony Lisy
jest nieaktualna

kilka razy

Autor wiersza: 
emcek

stawiałem w pierwszych rzędach
chociaż miały blade pojęcie
o rękawiczkach i białej broni

teraz mogę doradzić jak owinąć
elastycznym bandażem zranione uczucia
aby nie prowadziło do odleżyn

donosić niestałość
o którą potyka się jesienny wiatr

obecność relacji zorientowanej na ciszę
otworzyło oczy wielu malkontentom

bez dopingu przejdę o krok bliżej
jak mim co dla publiczności
zważy jakość chwil

nie poddaję się naciskom
aczkolwiek robić swoje to luksus
na który mogą sobie pozwolić
tylko najbiedniejsi

byle gdzie

Autor wiersza: 
emcek

stałem się obcy
gdy wieczór przerwał milczenie
drzewa z porywem wiatru
podeszły pod okna
dzieląc sen na porcje

afekt zmienia stan skupienia
uchodzę z parą aby zaraz zamarznąć
trzymając na próżno słuchawkę telefonu

niepotrzebny na rozstaju
gdzie tylko marzenia
słowa które zastępują bezradność

dołączyłem do taboru
chmury zwijają obóz mijam
ślady ognisk i domy z powietrza

zachodzę

Autor wiersza: 
emcek

chłodniej w domu
gdy uniosę powieki w nocne granie
wrzosy przebiegną pamięć
przyjdzie oddane już w niewolę
westchnienie pożółkłych pól

myśl o mnie
opakowany bez ceregieli w szary papier
wnoszę po ruchomych schodach przyszłość
co już tylko z nazwy nie jest mi znana

dłonie zostawiłem w cieniu brzozy
obejmują bielą ranki
każdą nagą myśl która w rosie
tylko jedną z wielu kropel

nadzieja

Autor wiersza: 
emcek

spotkałem przypadkiem
wybrana pośród tłumu milczała
jakby słowa oddały całą rzeczywistość
pełną pęknięć co zarosły czasem

pomaga się tylko chwilom
zaczerwienioną skórę smaruje kremem
nikt nie ginie od trzasku bicza
krzyku gdy wraca jak echo
zostawia na ustach słony posmak

nie omijam kałuż z lenistwa
wiary w ślepy los
znany miejscowym alergenom
wybieram światło w tunelu
z baterią która wytrzyma najdłużej

smutek

Autor wiersza: 
emcek

wierzę gdy mówisz sen
nie przychodzi pośród deszczu

głaszczesz mrok
który przyzwyczajony do zwątpienia
siada przy skrzypiącym stole

oczy przybierają na wadze
dojrzały błękit poszedł w chmurność

zmieniam miejsce
usłyszeć choćby szelest

w oddaleniu kłócą się cienie
jeden nazwałem Dawidem
ukrył się w starej ranie
obcym marzeniu

świat?mój..

Autor wiersza: 
Ania

jeszcze żyje
czuje powietrza smak
duszą istnienia
motyl
uskrzydlony kwiat

tylko ciało nie pamięta
dotyku
twoich ust
mojego pragnienia

mój świat
niezrozumiały dla ciebie
a przecież to ty
jesteś najjaśniejszą gwiazdą
na moim niebie

teraz

Autor wiersza: 
emcek

powiedziała co myśli
społeczny odruch braku współczucia

prawda nie kole
wiem jaki chcę być
i po co ukryłem w oczach
zapach rumianku

nie rozumiem ciszy między nami
dlatego odchodzę gdy jestem potrzebny

podgłośniłem myśli
na przystanku czeka smutek
odziany w szelest liści

razem ukryjemy swoje sny
w małostkowej obsesji

odmieniony

Autor wiersza: 
emcek

to było kiedy udawałem człowieka
definicja nie jest jasna dodatkowo
pochyliłem się szukając sensu

niepotrzebnie zamknąłem oczy
nie chodzi o strusia chociaż on jeden
próbował uratować głowę
wewnątrz czuję się pewniej
pali się światło i nikt nie pali

miejsce po miejscu okrywam ciało szalikiem
maniera na którą mogę sobie pozwolić
lepsza niż z potrzeby latać goło po parku

pytana o pobudki nie wróżą nic dobrego
jak o wiatr który pozbawił rozsądku sąsiada

gdy wrócę taki sam
zobaczę czy myślisz o mnie
bez żalu