Sen

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Noc. Powieki zamknęły dzień na klucz
Nie mamy jednak świadomości. Czy to już
Spokojny oddech z początku. Miarowy puls
To sen. Skąd wiesz? Przecież śnisz

Bezwolne nogi w teoretycznej rzeczywistości
Dzień, ulica. To jak sen? Ktoś goni nas
Ucieczka w nieznane. Bo nie wiem
Czy to faktycznie sen, czy życie

Nigdy nie zgadniesz po której stronie
Świata obecnie jesteś. Taka natura
Jeżeli fabuła spokojna, kontynuuj
Jeżeli nie. Pytanie, kiedy zrozumiesz?

… budząc się

opięty

Autor wiersza: 
emcek

w lustrze nieogolony
do twarzy z patyną czasu

ucichł wiatr zaplątany we włosach
znieruchomiały słoneczniki Van Gogha

świat sprężył do skoku nowe technologie
pisk myszy i stali zlany w jedno

chybotliwy cień marszczy czoło
jestem wypłowiałym słowem
rzuconym na wiatr morską bryzą

Milczenie

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Po wszystkim. Dusze jak kubły pełne śmieci
Do których nawrzucaliśmy sobie nawzajem
Milczenie przy stole. Milczenie w pożegnaniu
Nikt nie chce przerwać milczenia. Nie pierwszy

Nie pierwsza
Milczenie

Ruchy ze wzrokiem w kąt rzuconym. Obok siebie
Miejsca w oddzielnych ścianach mieszkania
Każdy w swej dziurze. Za duszy drzwiami
Ma winę dla niego, dla niej. Dla siebie

Jak zawsze
Tłumaczenie

Potem zwierzamy się z kubłem. Zewnętrznie
Z krzywdy. Lubiąc mówiących o naszej racji
Kto z innym zdaniem, ten wrogiem zaraz
I po co się wtrąca w nie swoje sprawy

Do domu z kubłem
W milczeniu

By rzucać bezosobowo przekaz. W powietrze
Z dotarciem do strony przeciwnej. Aluzją
Wymiana zdań przerwanym milczeniem
Śmiech z sytuacji. Emocji, napięcia

Pierwszy wzrok
Zbliżenie

San Tomasso ...

Autor wiersza: 
Mandinka

Widzisz
Jam
Cieśla
Człowiek
Prosty
Serce
Mam
Prawe
Język
Ostry
Przez
Kilka
Nocy
Nie
Trzeźwiałem
Wiem
Co
Widziałem !
I ...
Nie
Wierzę
Tak
W
Dobrej
Wierze ...
Tomaszu !
Czemu
To
Wyznanie ?
Mój
Zmartwychwstały
Panie ...

Porta ...

Autor wiersza: 
Mandinka

Dobroć
Z
Prostoty
Serca
Płynie
Tak ...
Veritatis
Splendor
W
Rzymie
I ...
Sprawiedliwości
Zimne
Drzwi
I ...
Rozgrzana
Do
Nieprzytomności
Klamka
Miłości ...

podwoje

Autor wiersza: 
emcek

gdy jestem na stronie zaręczam się po raz setny
informuję znajomą huśtającą się na balustradzie tarasu
o końcu świata

całuję myśli wyświetlone na fałszywym fanpage’u
uśmiechniętą dziesięciolatką
z snapchata umawiam się na inicjację
nagrywam na najnowszym iphone

słowo na fecebooku z Budką przynosi rozgłos
rozpisany na fakenewsach nastolatek za opłatą
kręci filmik z sypialni rodziców

tyle miłości i przyjaźni ledwo mieści się w pokoju
wyposażonym w wysłużony laptop
od czasu do czasu nachalną reklamę Lidla
wysuszoną pizzę na której zamieszkały insekty

pod gołym niebem

Autor wiersza: 
emcek

z ciemności statki
żeglując z wód zatrutych
morza z haftu zielonego glonu
mrok się wspinał po linach
ze spiżu i piany

po snach poznaję przepych dni
zdobne w muszle rogatą duszę
anioł przejęty prośbą i modlitwą
pióra zostawia jak namiastkę nieba

odkrywam szkielet z piasku
skrzynię gdy urosła w oczach
w mirażu zdaje się sednem
nagrodą za którą świt różowy

mgły rozwiały ścieżki i skróty
zza chmur burzowych myśli skryte
falą nabiegły zimnym dreszczem
sól osiadła białym wzorem

coś z historii

Autor wiersza: 
emcek

podparłem mur i nawzajem
oplątany siecią dylatacji
ciąży jak niektórym grzesznikom
na apozycję dobrego uczynku

umywam ręce po przejściu przesilenia
kruszą się kry i serce wzbiera strumieniem
banał przełykam jak dobrze znaną
szarlotkę po babci

dwudziestego czwartego czekam z niefrasobliwą miną
dla ciekawskich myśli ubrane na cebulkę
ogrzewają fragment wspomnień
o tej porze ptaki przestają śpiewać
zasypiam aby nazajutrz pamiętać od nowa

liczę do trzech lub więcej

Autor wiersza: 
emcek

nalegałaś abym trwał za tobą
gdy staniesz się inna
w objęciach chmur bardziej myślą
zaplątaną w chwytliwe pnącza dzikiego wina

nikt nie rozmawia o zapałkach
rozgrzewają się jedna od drugiej
aż do ostatniego niepotrzebnego gestu
który z klamką w dłoni uśmierza bezradność
koktajlem Mołotowa

zsumowałem siebie z przyzwyczajenia
pojawia się po każdym większym znieczuleniu
znowu zamarzę lub odwrócę się na pięcie
podejdę do nieznanej osoby śpieszącej
na spotkanie ze smogiem z kluczem
na niedoskonałość

cienie drzew

Autor wiersza: 
emcek

wymyśliłem gdy zbierało się na deszcz
kwiaty pod powiekami
zakwitły wielobarwnym spojrzeniem

w miejscu gdzie przedostatnim razem
zachwiałem się pod dotykiem dłoni
ulepione z wosku chwile
wygięły koci grzbiet z ostrą turzycą skóry

poznałem po słojach pochylona
otwiera skrzypiącą furtkę

pachnie jak kiedyś zielenią skoszonej trawy
snem który przyśnił się rano

myślę o czasie który tylko przemknął
cieniem jabłoni
zamyśloną wieczorem rzeką