Albatros

Autor wiersza: 
Rymarys

Pomimo złamanych skrzydeł
Zostało mi wieczne pióre
Więc przez piaski czasu idę
Nim znowu zjednam się z górą
Ma dusza odwiedzi niebo
Albo znajdzie się w piekle
Jeszcze tego nie wiem
Po prostu na piasku piszę
Tymi złamanymi skrzydłami
By stać się zostawionymi śladami

Puer senex (ante mare)

Autor wiersza: 
Rymarys

Każdy nowy związek - porażka
Zamki budowane na piaskach
Zrozumie to tylko garstka
Albo ten kto latami dorastał
W dysfunkcyjnej rodzinie
Sens opowieści spisanej na piaskach
Ten widok zamków w ruinie
...............................

Wiem że wszystko to kiedyś minie
Serce powierzę innej dziewczynie
Będzie cudownie jak w kinie
Nowa fala z dala przypłynie
Nim zmieni plaże w Hiroszimę

................................

Sam za to ponoszę winę
Upijam się nimi jak winem
Bezwiednie z falą płynę
By przybrać egoisty imię
Po każdym dokonanym czynie
A kiedyś to wszystko minie
Stary człowiek i morze przeminie

Pamiętnik życia

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Siedzę na fotelu w ciemnym mroku ścian i w towarzystwie myśli
Tak jak bym stał na wietrze pośród rozstaju dróg
Kolejne zapisane księgi wspomnień chowam do Archiwum Życia
Może na starość je wypożyczę?

…nie wiem

Burza mózgów w głowie jak na kupców Hanzy zebraniu
Wyzwania, potrzeby, możliwości, realizacja
Tylko tutaj należy do mnie
Spółki bez ograniczonej odpowiedzialności

…. z udzielonym kredytem na życie

Czerwone wino burzy spokój rzeki
Nie wiem czy jeszcze stoję czy już siedzę
Zapałkę od podpalonego papierosa
Odkładam na stos przeszłości

… i wychodząc zamykam drzwi

Płonie przeszłość, płonie pamięć, pali się tęsknota
Niespełnionych marzeń, dni i snów
Walą się regały, księgozbiory zapisane dawno temu
Nie spoglądam na popiół

… to już przeszłość

Ze wschodem słońca buduję jutro
Od nowa zapiszę karty zdarzeń
Nowe myśli budzą się jak wilki nocą
Zdobycz pali serce i duszę

Wywrócić wszystko, destrukcja teraźniejszości
Mam prawo planować program życia
Zagrajmy sztukę jak na próbie od początku
Póki jeszcze Bóg nie zamknął oczu reżyserowi

Tylko jedno życie, wiele ról, wiele zdarzeń
Dźwięk organów gra preludium dla nowego aktu
Zmieniam się pod wpływem otoczenia
Walka z emocjami toczy się na Polu Duszy

Z pamięci nie wydrę kartek jak z Diariusza
Zalewam go kolorem krwi czerwonego wina
Co jednak boli, podpalam na wieki
Proszę tylko o czyste kartki dla nowego życia!

Miejsce

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Siedzę na drewnianych schodach Starego Młyna,
Każdy ma siedlisko zatrzymanego czasu i wspomnień
Czarne ręce drzew wznoszą się do góry
Jeśli noszą na sobie ślady krwi

…to siłą natury, nie własnego sumienia

W dole lustro strumienia toczy się kołem żywiołu
Można przejrzeć w nim całe swoje życie
Obraz zamazuje się pod rękawicą wiatru
…bądź pod chemią uczuć … lub zanieczyszczeń z fabryki

Serce tłucze się jak wściekły pies po korytarzach duszy
Rozbijam rytmem nóg podpalony rum na śniegu
Kształtowanie własnego alter ego
Boże, jakbym stał wciąż nad zadaniem przy tablicy!

Nie żądam od świata by mnie zrozumiał
Bo sam nie wiem i nie znam wszystkiego
Wilk wie, że musi żyć i przetrwać
Ja też, dopóki ktoś nam nie wejdzie w drogę

W kościele organista zagrzewa ręce, by zagrać Opus
Po murach przenika w blasku świec cień uśmiechu Boga
Każdy w coś wierzy i ma nadzieję
A co mają zrobić Ci, którzy zgubili je po drodze?!

Wstaję, by podążyć ku dalszym progom życia
Wilk dopada ofiarę w ostatnim spotkaniu oczu
Dopala się płomień rumu na zakrwawionej bieli śniegu
Gaśnie jak życie, na poczet innego

Młyn burzy pianą spokój strumienia,
W którym nie wiadomo ile łez, ile wody,
Serce zasypia w korytarzu duszy
Jak kruki na łonie ciepłych rąk drzew

Wszystko śpi w mroku, by obudzić się z chwilą
Gdy znów przyjdzie dzień, czas, chwila życia
Jedno życie, jedna droga
Ku chwale, ku potępieniu…ku wielkiej niewiadomej

Non servium

Autor wiersza: 
Rymarys

Prezesi koncernów
Przypatrują się temu
Całemu protestującemu
Ludzkiemu ścierwu
Armatniemu mięsu
Które na ulicach Paryża
Ich władzy ubliża
Krzycząc: Non servium !

Psychosis 4:48

Autor wiersza: 
Rymarys

Psychosis (4:48)

"Symptomy po odstawieniu leku: zawroty głowy, zaburzenia orientacji. Pacjentka przewraca się, mdleje, wchodzi pod nadjeżdżające samochody. Urojenia prześladowcze - wierzy, że Ordynator jest antychrystem."
Sarah Kane – Psychoza 4.48

Jawa czy sen
Noc czy dzień ?
Światło zmieszane
Z mrokiem
Żeby wychodzić
Zachęca otwartość okien
Wiesz co masz robić
To twoje psychosis
Jest 4:48

Ars Poetica

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Na wzgórzu namiętności wilk oczekuje swej wybranki
Gdy przybędzie, księżyc zaślubin będzie świadkiem
Wiatr pośród drzew usypianych opowiada szeptanki
Dwie ropuchy konferują pod czerwonym kwiatkiem

Skrzypce świerszczy już złożone, w liściu po koncercie
Melomanka sowa komentuje fakt wyrazem oczu
Kwiaty chowają swe sekrety niczym listy w kopercie
Język natury, warto go wysłuchać, zobaczyć, poczuć

Poczułem jak ostrze strzały wbija mi się w duszę
Apollo wraz z muzami ukazał się w mym śnie
Wiem, kiedy inni idą spać, ja obudzić się muszę
By po spełnieniu ostatecznym spać przez całe dnie

Ubrany, słucham jeszcze przez okno mego zamku
Jak organista ćwiczy grę pod kierunkiem ducha Bacha
Wróce tu jak zwierz po polowaniu dopiero o poranku
Na pożegnanie Księciu Poetów na obrazie, ręką macham

Schodzę do podziemnych czeluści kamiennymi schodami
Labirynt korytarzy zbawieniem dla mej inspiracji
Czasem zatrzymam się przed wykutymi w skale drzwiami
By poznać za nimi moc ludzkich zjawisk, obserwacji

Wchodzę, nieproszonym gościem będąc, na przykład na bal
Siadam, obserwuje romans, partię intryg dworskich
Kto zapłacił za swój urząd, kto zapłaci wbiciem na pal?
Świat rekinów i płotek, jak w głębinach morskich

Wchodzę czasem do sypialni w momencie gdy kochanek
Wyskakuje przez okno by już nigdy nie powrócić
Jutro przecież w innej pościeli zastanie go poranek
Tylko ciało, nie intelekt…wykorzystać i porzucić

Na polu bitwy widzę jak Dzieci Judasza zdradzają
Przyłączając się do wroga w chwili najbardziej krytycznej
Jak magnaci zamiast walczyć z wrogiem układają
Co pozostanie przy nich a co znów będzie zdobyczne

Materia ludzkich zachowań, do czego jesteśmy zdolni
Wszystko wychodzi na wierzch pod mym czujnym wzrokiem
Po trochu smutni, weseli, dobrzy, źli czy też swawolni
Czasem nie mogę w to uwierzyć z każdym nowym krokiem

Wracam mając w pamięci zapisane wasze słowa
Przyprawię je szczyptą ironii, dodam nieco powagi
Przejścia, rymy i dla ciebie czytelniku karma gotowa
Mam nadzieję, że spróbujesz przy odrobinie odwagi

Zasypiam, więc ocenę pozostaw dla samego siebie
Jak zwierz po łowach, przy wtórze świerszczy skrzypiec
Zakochana para wilków mocno tuli się do siebie
Parlament ropuch obraduje już przy ogromnej lipie

Chociaż wraz ze zwierzętami jesteśmy częścią natury
Wilk pokocha, ślimak nie wejdzie z układy z ropuchą
Że da się zjeść, co stanowi o odrobinie taktu i kultury
Z którą u nas w świecie ludzkim czasem nawet krucho

Jam człowiek

Autor wiersza: 
piotr-ka

Jam człowiek
Przebacz mi zacny świecie, że cię nie poznałem,
gdy rubasznie po twoich, dziedzinach stąpałem.
Tyś wokół mnie cierpliwie, obraz swój zachwalał,
mnie poświatą miraży, ludzki blichtr zniewalał.
Wciąż zbaczałem z dróg prostych, pełnych woni chleba,
szukania złotych szlaków, wiodła mnie potrzeba.
Miast ugory przemieniać, w zboża rozmaite,
mrzonki siałem w gleby, głupoty niesyte.
Rzesze mi podobnych, jak bezwolne woły,
wypełniały pałace, okupując stoły.
Z ust do głów puchary, przelewały zwidy.
Cień malował ściany, w ponętne sylfidy.
Dzień z nocą się łączył w najdziksze zabawy

Salwy śmiechu krasiły, najgłupsze postawy.
Gdy rozumy pogasły i zakwitły żądze,
uczty się przeniosły, tam gdzie są pieniądze.
Tańce świec ostygły, wosk powiązał blaski,
Spod stołów wypełzły, zasępione maski.
Słowa zczezły w pleśni, modlitwa wyśmiana
Jak zjawa oplotła, mnie zmurszała ściana.
Gdzie oczu nie zwrócę, mury śliskie wokół,
krzyk mój tłumią wbity, w gęstą czernię mroku.
W końcu się poddałem wilgotnym posadzkom,
tylko palce pełzły, do cegieł w omacku,
nadziei szukające, by chwilach ostatnich,
przed w niebytwstąpieniem, uczuć zaznać bratnich.
Choć niegodzien byłem, cnych doświadczać cudów,
bo żyłem plugawie, pośród ścierw i brudów.
To jednak w tej krótkiej trzeźwości odejścia,
Siły mi nieznane, dozwoliły przejścia,
granicy tak płochej i mocnej zarazem,
której łzą nie przekupić, ni przeciąć żelazem.
I tylko w tej zbawczej, litościwej chwili,
dziwne boskie kaprysy, przejść mi dozwoliły.
Zbudziłem się na drugiej, stronie swojej jażni,
ujrzawszy niezdobyte, szczyty wyobrażni.
Najpierw oczy martwe, porażone blaskiem,
wypełniły mi umysł, eksplozją i trzaskiem,
barw w feriach zgmatwanych, wirem rozmaitem,
jakby czart mieszał w bagnie, nerwowym kopytem.
Z wolna z fal harmonią, uczesanych włosów ,
złożyła się w współgra, obrazów i głosów.
I niczym orkiestry, pod rozumnym panem,
z dźwięków czynią muzyki, sercem napisane,
ulepiłem sił resztką, krystaliczną duszę,
której moc każe wierzyć, że wszechświat poruszę.

Bo jeśli gdzieś istnieje, majestat spokoju,
i jednym go można ogarnąć spojrzeniem.
To go doświadczyłem po przebytym znoju,
najszczęśliwszym się czując, na ziemi stworzeniem.
Muzyka zgłuszyła harmider i wrzaski,
chaotyczne w dali, znikały niesnaski,
miłosierdzia w pokorze, pozrywały sidła,
w ptaki rajskie zmieniły się mroczne straszydła.
A złych przywar ciężary, których w nas jest tyle,
opuściły mnie wszystkie, wzlatując motylem.
I resztką rozumienia, człowieczych prawideł,
pożegnałem się z życiem, dając mocy skrzydeł,
do lotu w nieznane, co strachem obrosło,
by już jak najprędzej, mnie ku śmierci niosło.

Remake

Autor wiersza: 
emcek

sprzęgam słowa niebo blednie
drzewa na zawiasach skrzypnęła pamięć
niebieskim kluczem otwieram drzwi z powietrza

zaglądam w karty tasuję dni
co krok anemony śnieżą
wiatr jak olbrzym obiegł ziemię

w uśmiechu wykąpane światło
odmierza refleksem ospały wieczór
znów lżej nosić chmury
serce skrojone w codzienność

Venefica

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Mieszkasz samotnie wśród leśnej głuszy
W drewnianej chacie, z dala od ludzi
Spoglądasz daleko w otchłań swej duszy
To sen na jawie, nikt cię nie zbudzi

Po lesie rozbrzmiewa pogańska ballada
Nić pajęczyny pośród twych włosów
Tu nie dosięgnie cię święta zagłada
W postaci klątwy płonących stosów

Nie masz na ciele żadnego znamienia
Na znak świadectwa żeś córką Szatana
Podążasz za głosem własnego sumienia
Nie musisz przez ludzi być rozumiana

W miedzianym kotle tajemna mikstura
Bulgocze coraz to barwę zmieniając
Usiadłem, stół, niedźwiedzie skóry
Po wnętrzu ciekawie się rozglądając

Zwierzęce czaszki, rogi, sztylety
Zdobią tu każdą dosłownie ścianę
To wszystko trofea mądrej kobiety
Która zna sposób na wszelką ranę

Twa skóra pachnie wonnymi ziołami
Z których sporządzasz maście, napary
Magiczne znaki czynisz rękami
Szepczesz zaklęcia wdychając opary

Twarz słońcem spalona wyraża skupienie
Myślami jesteś w innej krainie
Dziko spoglądasz ognia płomienie
“Wszystko przeminie, wszystko przeminie”