Chwila, w której znika koniec świata

Autor wiersza: 
Złota Aniela

Stań obok Zamyślona
Odkryj jak bardzo bez końca
przestrzeń po zmroku
cokolwiek przed nami
napotyka mija pozostawia w tyle
i sunie sunie do przodu pochłaniając wszystko
aż po nicość
nicość przenika
staje się nicością

Tak to jest ta chwila
w której znika koniec świata

tylko do świtu
powróci nim wybudzisz się ze snu

Zamyślona

Autor wiersza: 
Maja

Zamyślona

Takie smutne dnie się snują
deszcz obmywa wciąż ulice
ptaki potraciły głosy
a mnie marzą się śnieżyce.

Wszędzie biało , uroczyście
pod pierzynką leżą liście
drzewom ciepło jest w korzenie
to przyrody jest marzenie.

W naszym domu ciepłym, miłym
otwieramy album wspomnień
i snujemy opowieści
o przeżytych latach wielu.

O tych ciepłych i radosnych
o słonecznych rankach wiosny
gdy to miłość do nas przyszła
i została... już nie wyszła.

Pory roku się zmieniają
nowe karty otwierają
na następnych jest znów wiosna
ta cieplutka i radosna.!

używany

Autor wiersza: 
emcek

spowszedniały oczy w bieli skąpane
pola wędrują znajomą koleiną
dzień stroi się w piórka
całuje szyby zamazane rutyną

wieczór dokłada do kominka
skrzy na mrozie nadzieją
w gronie graczy znaczę karty
podaję pod stołem dłonie

w śniegu grzęzną myśli
przystaję jak drzewo po burzy
w cieniu chwil znaczonych deszczem
rozliczam sumienie z przegadanego życia

zimowy paradoks

Autor wiersza: 
emcek

pada deszcz więc zima ugrała
więcej ze spojrzeń zakończonych rozterką

rozlewa ślady względnej pamięci
mogło być wciąż jest aktualne
jak nowo narodzone dziecko
wiara w skuteczność tej samej wiary

tymczasem zegar określił w przybliżeniu
wyczucie czasu już nie idę
biegnę zobaczę więcej ciszy
ludzi którzy zaraz
ale nie bezpowrotnie
miną

Dylematy.

Autor wiersza: 
piotr-ka

Dylematy.
Stoję na szczycie, zwanym zatroskaniem,
anim wzlotem, ni upadkiem, nie wiem czym pozostać.
Z kropli zdarzeń, deszczem życie, popłukane,
ani z kajdan, ni z wolności, moja postać.

Orły w gnieździe, piskiem myszy, krzyczą zestrachane,
ani z lękiem, ni z odwagą współkrążyć powinny.
Do jakiego, żeśmy dzieła, rzesze tu wysłane,
ani z grzechu, ni z przewiny, któż z nas temu winny.

Bractwo lasu, brzozę białą, wygnało w złej dobie,
aniś wspólna, ni jedyna, musi pójść w trzy strony.
Z dala na siebie spoglądam, chociaż jestem w sobie,
ani w śpiewie, ni w milczeniu, idę w martwe tony.

W jasny dzień oczy zaprószy, pył nagły, trudnej nocy,
ani ze światłem, ni z ciemnościami, bez przejednania.
Tysiące wieków w tysiącach treści, prawd głoszą prorocy,
jak i w fałszerstwach, tak w uczciwościach, bez rozwiązania.

w doliczonym czasie

Autor wiersza: 
emcek

rozliczam się z myślami
przeszłość wypomina rozterki
na błędach zbudowałem domek z kart
z królem pik na szczycie

jesień oplotła szklane domy
sen rozkołysał mgłę nad rzeką
odwiedza samotność uczcimy spotkanie
kieliszkiem mojito

dziewczynka o oczach z jarzębiny
wbiega w ramiona matki
słyszę śmiech jeszcze długo
w drzewach ośmielonych
pocałunkiem

sprzed chwili

Autor wiersza: 
emcek

cisza przymyka powieki
jak jezioro marszczy się na deszczu
czas spowiada z daleka
słyszę wołanie trzepot ptasich skrzydeł

dotykam dłonią mokrego piasku
może tutaj praczłowiek pojął że jest
jak don Kichot rozpoczął wędrówkę
wyciosał kamiennym toporkiem pierwsze myśli

gwiazdy jak punkty odniesienia
w rozwianej przestrzeni krytykują absolut
wsparty na drewnianej nadziei
wypatruję sensu co jeszcze wczoraj
minął mnie na schodach bez słowa

połowiczny

Autor wiersza: 
emcek

z okien widok na wnętrze
zagracony pokój
myśli jak uśpione wiersze
bez dostępu do rzeczy oczywistych

życiorys pogłębiony siecią zmarszczek
spowity akwarelą męskim kremem na rozstępy

z balastem oczekiwań
kiwam się z wiatrem na środku pola
życie puka się w czoło
jak dzięcioł co przyszedł z wizytą

wyglądam zza drzwi
tylko cienie minionych chwil
wzruszenie które nie pozwala zasnąć

uważność

Autor wiersza: 
emcek

Na polu ukrzyżowana noc,
powieki podparte bezsennością.
Pępek świata, ospała nadwrażliwość
nie odróżnia kolorów wypracowany smutek.

Dopala się wola.
Zmysłom nie wystarczą okruchy światła,
rzucona za siebie czterolistna koniczyna.

Księżyc nie ma wątpliwości
powszechny globalizm okrywa zużytym plastikiem.

Podaruj mi dotyk, wystaje z butonierki
jak róża na drodze bez wspomnień.

Czas rozkruszy nabiegłe krwią lata,
bez wyrachowania ale też gwarancji.

Co wieczne wydarzy się dzisiaj,
chwila wypełniona beztroską.

azyl

Autor wiersza: 
emcek

rozmowy na tematy bliźnich
są daleko bardziej zajmujące
niż samotność wycięta z metrażu pokoju
nie poddająca się dobrym czy złym uczynkom

ludzkie słabości są mi bliższe
prócz wrzasków rozochoconego alkoholem sąsiada
świadomość żyjąca własnym życiem
zapewnia prywatny komfort

przesuwam światłoczuły marazm
w róg pokoju za zagraconą komodę
gdzie trzymam pożyczone sny
część porzuconych nadziei

i ciszę która pozostaje nietknięta
ludzką stopą