lapidarny

podasz serwetkę
upłynęło trochę krwi
jesień zostawia na drodze
sterty zużytych myśli

podnoszę z kolan noc
z orzeczeniem o winie
rozwodzą się chmury
jak liść spadam wierzchem dłoni

bezdomny kundel przeczekam
w kruchym powietrzu ważę słowa
żadne nie wydaje się właściwe