odtąd

Autor wiersza: 
emcek

ukryłem zaskoczenie we śnie
gdy słowa jak refluks
podeszły do gardła

rozmawialiśmy o marzeniach
zostały na klatce schodowej
słońce chyliło się ku upadkowi
popraw jeżeli pomyliłem pory roku

chwilami wierzę obudzę się
zaparzę herbatę którą wypijemy
w filiżankach jak porcelanowe dłonie

nikt się nie odezwie
gdyż zaraz księżyc
odkryje naszą kryjówkę
wśród gwiazd

z mgły

Autor wiersza: 
emcek

mógłbym przysiąc nadal jestem
współbrzmiały ze śmiechem
podaję rękę cieniom

odwiedzam milczenie
jakbym nie mógł
wyłudzić więcej chwil

kiedy strzegłem snu
na szybach przystawał deszcz
jak w soczewce skupiał światło

poszedłem dalej nie bacząc
na skrawki jutra
które biegnąc po fali
kaleczą oczy piaskiem

na brzegu

Autor wiersza: 
emcek

kończy się sen
otwieram szeroko oczy
świt cedzi światło
pokrywa rosą usta

odszedłem za daleko
nie trafię za słowem
zwiędły palce cień brzozy
oparty o niebo

co znaczy zdziwienie
jak marna pociecha
odbija się w lustrze
bezradny żal

Tęsknota

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Moc myśli w łóżku. Myśli o Tobie
Nie jesteś daleko. Tak blisko w sercu
Wspomnienia spotkań. Miłości naszej
Brat, siostra. Kiedy przyjedziesz? Proszę

Mam Ciebie, siostrzyczkę. Moje serduszko
Czas zawsze dla Ciebie, każda rzecz, chwila
Jestem z Tobą. W chwili złej, dobrej. Zawsze
Czujemy to samo. Więź, miłość, tęsknota

Łzy na policzkach. Drgające mięśnie twarzy
Brakuje mi Ciebie. Zawsze i wszędzie
Łzy na poduszce. Z prostej tęsknoty
Kocham Cię, tęsknię, siostrzyczko droga

Emocje. To jest silniejsze ode mnie

sedacja

Autor wiersza: 
emcek

zasiałem wiatr
próba wykorzystania utopii
zamykam oczy zima zwalnia
z chłodu skręca wskazówki

zacieram błękit aż cisza
zajrzy przez ramię
upomni się o marzenia

wynoszę szelest
deszcz umyka jak kot
z pomysłem na drugie życie
rzeka zakręca przed nocą

Parapety

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Nasze kamienne parapety. Za oknem śnieg
Spowity obraz pod kołdrą naszego dzieciństwa
Z którego nie chce nam się wyjść. Tak ciepło
Kadry krajobrazów sprzed lat. W oczach naszych

W chmurach gdzieś jest zapisane, o spotkaniu
Ty i ja. Na dwóch parapetach. Naprzeciw siebie
Po ponad 300 latach na tej samej linii wzroku
Siostra i brat pomiędzy podwórzem, światem

Historią rodziny naszych przodków

Płatki śniegu mieszają się z łzami. Widzimy się
Z naszych okien myśląc o sobie, o naszej rodzinie
My, białe szale na oknach. Wspomnienia. Fotografie
Coraz bliżej, bez przestrzeni, twarzą w twarz

Już razem. Siostra i brat. Na parapecie życia

z pamięci

Autor wiersza: 
emcek

przekładam dzień rumiankiem
na stany zapalne
z odreagowanym miejscem w fotelu

zwykłem mruczeć w odpowiedzi
sens umieszczam w okazjonalnym słowie
bez wiary iż rozkołysze drzewa
wyjdzie poza ramy deklinacji

nazwałem ciszę po dziadku
miał szare oczy
nie odbijały się w lustrze

latem zbierał rosę
suszył jak łzy
na przydrożnym kamieniu

coraz szybciej

Autor wiersza: 
emcek

graniczę ciszą przez trawnik
na szybach zarysowane
puste do połowy spojrzenie
w kubku z chińską zupką

zgoda na zleżałe na żółto
myśli jest tylko pozorna
zbierają się w różę wiatrów
spętane falą stygną

nie marzę pustym słowem
czas utkwił przeczulony
na powiększone ciepłem źrenice

nie zamyślę na siłę
jakbym stanął z zadartą głową
przytulony do cienia
spijam noc bez długu
na jednym głębokim
wdechu

Listy

Autor wiersza: 
Marcin Bartłomi...

Kilka słów. Kilka ważnych słów dla duszy
W nocy, w dzień. O wszystkim i o niczym
Pisz siostro, pisz. Jak tylko możesz, proszę
Oddaję Ci każde słowo, literę. W tęsknocie

Czekanie na list. Podarunek od serca
Odkrywanie obrazów. Chwil naszego życia
Ciepło rąk we wzruszeniu świata. Dotyk
Papier, rzeczy będące skrawkiem duszy

W każdym słowie, podarunku pamięć pozostaje
Przypomina nam o sobie, miłości rodzinnej
Piszmy jeszcze więcej, dajmy z siebie słowa
Listy naszymi skrzydłami nad ziemią

dalekość

Autor wiersza: 
emcek

bez otwarcia drzwi
zawsze sam rozpoznaję zapachy
światło przesącza więcej pytań
z niedoskonałości

z mrówczą zawziętością
mam wspólną ścieżkę słomkę z lata
przepływa zachmurzenie ciemniejąc
w kaprysy

zmieniają wyraz twarzy taflę jeziora
z wykąpanym refleksem
uwił we włosach przeszłość

miałem nie pamiętać piasku
utkwił w zębach wciąż zgrzytam
przez sen

pójdę kawałek twoim życiem
do kupy liści za którą wiatr
nie rozpoznaje śladów ani słów
przez które widać wieczór