Bez znaczenia

Autor wiersza: 
emcek

rozdaję twarz deszczom
gdzie można prześledzić upadek słońca
równie żywą przypowieść o życiu
które postradało zmysły
na rzecz usłużnej nadziei

nic nie warte sny zamaluję światłem
z końca tunelu pędzlem lub słowem
przepadły w pogoni za sensem

czy mogę liczyć na cokolwiek
co nie posłuży niczemu
to jak wybrać liść z miliona
i obarczyć winą za wszystkie

co byś nie powiedział zarośnie
a zmierzch jak ziemia równie obcy
w nieludzkim pożądaniu

To co zostało

Autor wiersza: 
piotr-ka

Ktoś na ciebie czeka światłem w bladym oknie
które pośród cichej nocy cicho w deszczu moknie
słuchając liści szeptów uroczych w przesłaniach
których już żaden czas nie zaskoczy i nie wzbrania
szarością malować po kolorowych rozczarowaniach.

I nigdy już cię nie zaniesie myśl niesforna i przekorna
na słońc bieguny i wiatrów wygięte cięciwy
nie urodzą fali piennej co uderza w brzeg niezborna
I niknie w piachu niczym w ciszy krzyk nieżywy
niepewnym czy omamem był czy głosem prawdziwym

Warkoczem splecionym ze zboża łanów i wspomnień
z tego co najcichsze z krzykiem biegło do mnie
w przebłyskach burz nieokiełznanych chwil błotnych ulotnych
z diamentem w dłoni zaklętej w pocałunkach stukrotnych
usiąść mi przy oknie przy świecy przy myślach markotnych.

Bezosobowo

Autor wiersza: 
emcek

nie przesłyszałaś się mam nowotwór
to jak zobaczyć ciszę niedookreśloną
bez makijażu i opisu
w dowolnym przekładzie na języki zmysłów

gdzie włożyć ręce kieszenie za płytkie
napoczęte nie wiadomo zjeść czy wypluć
leczyć lub zbawić którąś z chwil

proponują nadzieję ponoć leczy przez dotyk
połączenie wyobraźni i dobrej woli
jak ślimak we wnętrzu dopominam się siebie
wciąż taki sam naiwny stosunek
do rzeczy mniej oczywistych

nie ma końca są tylko zapomniane sny
i ludzie wciąż tacy bezradni

Bez echa

Autor wiersza: 
emcek

przyzwyczaiłem się do deszczu
westchnieniem gasną chmury
samotność jak most nad wodą
godzi sen i czuwanie

tyle zamków zarosło piaskiem
nie zliczyć gwiazd w pożółkłej trawie
myśli które poległy od ciągłej pewności

światło wije się przekracza
bez cienia jestem tylko marzeniem
dłońmi które jak gliniane dzbany
gromadzą pragnienia i czułość

gdzie stanę już milczę
żadnym słowem nie pomnożę sensu
jakbym łapał do siatki motyle
ułamki tęczy zaplątane w ciszę

Wiersze i gwiazdy

Autor wiersza: 
emcek

przez wzgląd na nadzieję liczę myśli
niebu modlitwę ustami z piołunu
wąsami dzikiego wina wplecionymi w zachód

morzu sny wraki statków
zachłysnęły się życiem i wiatrem
muszlę z rogatą naturą
kryształkami soli i szeptów

chwili w bezruchu utknęła
między ścianą lasu a ciszą
rzeka wyrzuciła na brzeg
parę dłoni zaplątaną w przeszłość

sobie pamięć co zmienia się
w dowolny przekład smutku
przegląda w chmurach jak lato
przemywa oczy deszczem

PARASOL...

Autor wiersza: 
Barbara

Ciemne chmury
zawisły nad miastem
deszcz padał bez przerwy

powiedział żegnaj
i dał jej parasol

lecz tego dnia nie był
jej potrzebny
bo przecież parasol

nie uchroni od łez...

Barbara Szuraj

inspiracja: wiersz J.Kofty

Malowane chwile

Autor wiersza: 
piotr-ka

zaczarowany fotelik w starej kawiarence
namaluje cię z nimfą w obrazie
jak w ogrodach na dwie ręce
gracie sonaty w ekstazie
na harfach gdy kwitną papugi
A butle wina omszałe
pazie roznoszą jak sługi
pojące sny oszalałe
po których świt się mieni
obietnic malowanych
barwami pełnych cieni
okien pozasłanianych
w zaczarowany fotelik w starej kawiarence
nie usiądę już chyba
już chyba nigdy więcej

Raz jeszcze

Autor wiersza: 
emcek

opowiadała matka
gdy umiała jeszcze mówić bez słów
snuć ścieżkę z palców po mojej twarzy

przemieszany z kamieniem napinam mięśnie
nie stoczę serca pod łapska czasu
garścią pyłu i żalu
deszcz wypłucze noc zejdą się chmury
na polany gdzie wiatry toczą głazy z niebytu

umiem już żegnać słowa
bez szansy na domniemanie
ludzi co budzą ptaki uniesieniem ramion
sen bez początku i końcem jak dziób łodzi
zaryty w bezkres

Tak łatwo wybaczać

Autor wiersza: 
piotr-ka

Tak łatwo wybaczać
Tyś mnie obudziła nagle z zamyślenia,
choć jeszcze noc świtem nie dnieje.
Czy cień twój ujrzałem czy oczu błyszczenia?
Czy ty to gdzieś w dali jaśniejesz?

Uśmiechem pani, we mnie, budzisz niepokoje.
I oczy, masz takie zielone.
Lecz płonnych nadziei, w nich szukać się boję,
lub że w twych oczach, utonę.

A ty beztrosko, o pani, bawisz się w teatry.
Wpędzając mnie wciąż w niepokoje,
gdy z zazdrością patrzę, jak niesforne wiatry
twoje włosy pieszczą, jak swoje.

Teraz śnisz romanse, na moim ramieniu.
bym ufności twoje ochraniał.
I po przeżroczystym księżyca promieniu,
powrotów do siebie nie wzbraniał.

Szczegóły

Autor wiersza: 
emcek

wiem kiedy nie śpię
z górki zjeżdżają chmury
a dziadek pluje naokoło

mam dalej do sklepu a może nogi
stały się krótsze jak u dziecka
co wykrzyczało swój świat

nie odrastam tylko duch
przekroczył stan umownej poprawności
gdy nocą dopasowałem cienie
do sztruksowej marynarki

nie wiem czy idę
przez grządki biegną nasturcje i zmierzch
zakochany w pomarańczowych oczach słońca